W końcu!

Ogromny kamień z serca spadł wszystkim zawodnikom, kibicom i sympatykom Stali w sobotnie popołudnie. Po 77 dniach bez ligowej wygranej nasza drużyna w końcu sięgnęła po trzy punkty i zrobiła to absolutnie zasłużenie, pokonując Rekord Bielsko-Biała 4:1. Żółto-niebiescy przeważali przez całe spotkanie i choć jako pierwsi stracili bramkę, pokazali ogromny charakter i z nawiązką odrobili straty.

Już od pierwszych minut większe zagrożenie stwarzali Stalowcy. Aktywny był zwłaszcza grający na prawym skrzydle Kamiński, którego dośrodkowania siały zamęt w polu karnym gości. Po jednej z wrzutek bliski znalezienia się w dobrej sytuacji był Dychus, lecz golkiper tym razem zdołał odbić piłkę. W 16. minucie Żerdka z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką po strzale z wolnego Gajdy. Minutę później świetną sytuację miał Niewieściuk, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z bliska nie zdołał trafić w bramkę. Bielszczanie niemal ani razu nie zdołali zagrozić naszej bramce, ale jak już to zrobili, to bardzo skutecznie. W 29' po rzucie wolnym i piąstkowaniu Stitou zagotowało się w naszej szesnastce, futbolówka w końcu trafiła do Sobika, a ten ładnym strzałem od słupka dał rekordzistom prowadzenie. Ekipa żółto-niebieskich dążyła do wyrównania, a okazje ku temu miał Kamiński (uderzył w środek bramki) i Celuch, po którego główce piłka minęła bramkę gości. Kolejna próba już przyniosła skutek. W 33. minucie wrzutkę Szubertowskiego bielszczanie zdołali jeszcze wybić, ale stojący na dwudziestym metrze Gajda przyjął futbolówkę i pięknym uderzeniem trafił do siatki. Chwilę po bramce zaatakowali goście, lecz ponownie strzelający Sobik tym razem znacznie się pomylił. Brzeżanie chcieli wyjść na prowadzenie jeszcze przed przerwą, jednak uderzenia z dystansu Gajdy i Szubertowskiego minęły bramkę Rekordu. Goście oddali ostatni strzał w pierwszej części gry - ładna próba Caputy z dystansu przeleciała jakieś pół metra nad naszą poprzeczką.

W drugą połowę znów lepiej weszła drużyna trenera Domagały, czego efektem była groźna szarża Dychusa, nie zakończona jednak strzałem. Bardzo blisko trafienia był z kolei Kamiński w 53. minucie. Wówczas otrzymał on świetną prostopadłą piłkę od Szubertowskiego i wyszedł sam na sam, lecz nie zdołał pokonać Żerdki. W 58. minucie niecelnie uderzył jeszcze Maj, a minutę później to on rozpoczął bramkową akcję. Jego prostopadłe podanie pozwoliło wyjść Kamińskiemu sam na sam z bramkarzem gości, i tym razem na raty udało się trafić do siatki. Rywale niezwykle rzadko przenosili się pod nasze pole karne, a jeśli już to robili, to zazwyczaj prostymi środkami. Tak też było w 61. minucie, kiedy po główce Karety piłkę z łatwością złapał Stitou. Kolejne prostopadłe piłki przeszywały obronę bielszczan, która nie miała w sobotę dobrego dnia. W 68' świetnym zagraniem Staśkiewicz uruchomił Celucha, a ten ze spokojem minął golkipera gości i zdobył trzecie trafienie. Nasi zawodnicy byli tego dnia wyjątkowo głodni kolejnych goli. W 71. minucie bardzo bliski szczęścia był Staśkiewicz, ale akcja Stalowców w 73. minucie była już bezbłędna. Gajda zagrał do Maja na szesnasty metr, który mierzonym strzałem pokonał Żerdkę. Jeśli ktoś mógł myśleć, że żółto-niebiescy po czwartym trafieniu cofnęli się na własną połowę - nic bardziej mylnego. Dobrej sytuacji nie wykorzystał jeszcze Staśkiewicz, strzał Wejerowskiego minimalnie minął bramkę gości, a Cieślik w znakomitej okazji mijał bramkarza, przez co nie zdołał już uderzyć na bramkę. Spotkanie celnym, choć zbyt słabym strzałem z wolnego zakończył Gajda.

Nareszcie udało się przełamać naszej drużynie. Co najważniejsze, wynik dzisiejszego meczu nie jest przypadkiem, a gdyby kilka razu udało nam się zachować zimną krew, to rezultat byłby jeszcze bardziej okazały. Ręce same składały się do oklasków, a na zwycięstwo zapracowali sobie wszyscy zawodnicy, włącznie ze zmiennikami. Taką Stal jak dziś chcemy oglądać zawsze! Dziękujemy również naszym kibicom za doping i liczymy na równie głośne wsparcie w sobotę podczas wyjazdowego starcia z Foto-Higieną Gać.

14. kolejka III ligi (grupa 3)

Stal Brzeg - Rekord Bielsko Biała 4:1 (Gajda 33', Kamiński 59', Celuch 68', Maj 73' - Sobik 29')

Stal: Stitou - Krupnik, Pożarycki, Niewieściuk, Szubertowski, Maj, Kuriata (85' Łukawiecki), Kamiński (81' Cieślik), Gajda, Celuch (76' Wejerowski), Dychus (67' Staśkiewicz). Trener; Marcin Domagała.

Żółta kartka (Stal): Kuriata.

Sędziował: Robert Parysek (Dolnośląski ZPN).

Widzów: 250.